Stoimy razem nad przepaścią mało wyraźnych słów. Tłumaczysz się z "win" plamiących jasne usta. Niszczysz obraz, który zbudowałeś w moich oczach, koloryzujesz mniemanie o Twojej wiernej idei. Budzisz mnie żalem, smutkiem, rozczarowaniem. Wytrącasz czarny osad z klarownej muzyki głosu. I powtarzasz tym dźwięcznym kochaniem swoje alibi dodając nowe gesty, barwy, uczucia, emocje, smaki... Ponownie leczysz sumienie. Pozwalasz mu krzyczeć, pozostajesz niezrozumiały, zagubiony z poczuciem przewinienia. Wyrzucasz z siebie puste zdania, skorupy zdarzeń, malowany kształt pozbawiony charakteru. Bez zastanowienia, kolejny już raz, wierzysz w niedosyt. Wczorajszym wspomnieniem tak blisko stoisz ognia i pominiętą myślą suniesz w jego stronę. Potokiem głosek w odrętwiałym monologu wracasz do konceptu, do zabawy, do nut, które nie mają dziś dla mnie znaczenia. Inferno!
Mówisz...
Nie słucham.
Twoje źrenice szerzą się głębią przesłaniając zieleń, język plącze się zakłopotaniem, dłonie kapią zmęczeniem. Szara atmosfera niepewności wędruje od bieli do czerni śmiejąc się w sobie. Twardym krokiem wita nas sytuacyjny bezsens zdrowej wskazówki zegara uprzykrzającej ten moment i zakłócającej Twoje serce. Lubię arytmię, lubię ten zamęt, bałagan i wciąż nieokreśloną następną minutę. Sam fakt jej egzystencji burzy nudę i podważa porządek logiki.
Multum sypiących się, pojedynczych sformułowań, bezpodmiotowych równoważników zdań, urwanych, bosych zająknień i cofanych, zagmatwanych bzdet dotyka teraz Twojego podniebienia. Udawane wiadomości pod postacią zaangażowania. Tik tak, tik tak, cyk, cyk, cyk.
Przestań...
Nie słucham.
Sine, zimne palce stykają się z moją dłonią opuszkami łaskocząc uśmiech. Pocałunek mylisz z utopią nieistniejących domów. Na co czekasz? Możesz wszystko.
Chodź. Zamknij oczy, zaufaj lekkomyślności.
Bądź. I tańcz. I śmiej się, płacz, kochaj. I życie nazywaj instynktem.
Czujesz? Moje serce kłóci się z Twoim wstydem, rozbiera Cię z tych najtrudniejszych spraw, obnaża nagi szkielet pozbawiony historii. Chowasz duszę w kieszeniach. Darujmy sobie kalendarium.
Pachnę Tobą..